środa, 1 sierpnia 2018

Casarecce z wędzonym pstrągiem



                     Znam osoby, które są zwolennikami teorii włoskiej - im mniej składników do makaronu, tym lepiej - znam też takich, którzy tej teorii zaprzeczają i makaron traktują jedynie jako dodatek do sosu. Ja uważam, że makaron zawsze się obroni, ale są pewne istotne warunki.




Przede wszystkim makaron musi być dobrej jakości. Wykonany z dobrej pszenicy durum, bezjajeczny, ugotowany na lekko twardo. Takiego makaronu nie trzeba - ba! nie należy! - przelewać zimną wodą po ugotowaniu, co niestety jest nagminnym błędem w naszych polskich domach.
Makaron, który ma dobry skład i jest odpowiednio ugotowany nie skleja się. Odcedzony, wrzucamy na patelnię do sosu i mieszamy.
Kolejna sprawa - nie dodawajcie tłuszczu do gotującego się makaronu! Nie ma takiej potrzeby, to nie są kluski, czy pierogi. Dobry makaron nie skleja się, a tłuszcz utrudni nam połączenie go z sosem.

Co ważne, lekko twardy ma niższy indeks glikemiczny i jest lepiej trawiony przez nasz żołądek. Makaron sam w sobie nie jest tuczący, raczej porównywalnie do kasz i ryżu. To z reguły sosy są bardzo kaloryczne - szczególnie te gotowe ze słoika albo na bazie śmietany 30%.

Oczywiście we wszystkim trzeba mieć umiar. 
Istnieją tradycyjne przepisy sosów do makaronów, w których nie unikniemy sporej ilości tłuszczu. Mam na myśli ragù, w którym jest boczek i spora ilość mięsa, albo carbonara, której sos to jajka, sery i boczek  (co z tą polską śmietaną w carbonarze?! 😠)

Nikt nam nie każe odmawiać sobie tej przyjemności raz na jakiś czas - i zaznaczam, że raz na jakiś czas tu znaczy nie częściej niż raz na rok, w wyjątkowych przypadkach raz na pół roku. 
Przy takim posiłku należy delektować się wytrawnym, czerwonym winem, które pobudzi nasze jelita do działania. To już rozpusta! Raz na rok wystarczy!

Po dobrym makaronie nie czujemy się ciężko, nie "bączy" nam się, nie potrzebujemy szklanki whisky, żeby "zapić" i, co najważniejsze, mamy siłę na dalsze biesiadowanie w dobrym towarzystwie.

Po przegotowanym makaronie, obklejonym w ciężkim sosie i z dużą ilością mięsa będziemy marzyć jedynie o przyłożeniu głowy do poduszki, a gdy już się obudzimy z błogiego snu, najprawdopodobniej będziemy potwornie głodni.

Mówi się, że po dobrym obiedzie człowiek zawsze jest szybko głodny, a może to tylko nasza niewiedza sprawia, że wrzucamy w siebie zbędne kilogramy? ;)



SKŁADNIKI:

250 g makaronu casarecce
1 wędzony filet pstrąga
1 łyżka bazyliowego pesto
1  szklanka passaty pomidorowej
50 ml śmietanki 18%
1/2 cebuli
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka suszonej bazylii
1 ząbek czosnku
sól, pieprz
koperek

parmezan



Makaron wrzucam do gotującej się, lekko osolonej wody.
Cebulę kroję w kostkę i podsmażam na łyżce masła z dodatkiem cukru. Gdy się lekko zeszkli, dodaję pesto bazyliowe i przeciśnięty ząbek czosnku. Mieszam i zalewam passatą pomidorową. Doprawiam solą, pieprzem i suszoną bazylią.
Wlewam śmietankę i energicznie mieszam. Zmniejszam ogień i czekam aż sos zgęstnieje.
Makaron al dente wrzucam na patelnie i obklejam w sosie. Po kilku minutach ściągam patelnię z ognia i nakładam makaron na talerze.
Pstrąga rwę na kawałki. Koper siekam. Wszystko układam na makaronie, posypuję parmezanem i świeżo zmielonym pieprzem.

Proponuję zrobić więcej - po pierwsze każdy sięgnie po dokładkę, po drugie to jest fantastyczne danie do lunch boxa i jest cudownie pyszne na zimno!



Podzielcie się Waszymi efektami! 😉



Ponieważ wspomniałam wyżej o carbonarze, to może jednak dziś jest dzień rozpusty?
Tradycyjna włoska carbonara

Przypomnę jeszcze kilka zakrapianych przepisów na lekki makaron...
Spaghetti ze świeżą mozzarellą
Tagliatelle z chrupiącymi warzywami
Penne z suszonymi pomidorami
Szpinakowe tagliatelle z łososiem

Więcej pomysłów na makaron znajdziecie pod etykietą MAKARONY.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz